
(w Warszawie nawet bardzo dużo). Tak działa moda. Najpierw ktoś przenosi jakieś zachodnie zjawisko na nasz polski grunt. Owe zjawisko – jeśli się przyjmie – zaczyna zdobywać popularność
i zaczynając od stolicy idzie dalej w Polskę. Po kilku miastach dociera i do Łodzi (niestety zazwyczaj nieco późno).
I tu właśnie
dochodzimy do sensu takich inicjatyw jak SFF. Dzięki temu, że taka
impreza odbywa się w prawie dziewiczym pod tym względem mieście,
mieszkańcy tegoż mogą się ze sprawą zaznajomić, następnie
zainteresować a potem, kto wie... opanować ulice?
(w tym obszarze w Łodzi jest coś ciekawego, o czym następnym razem) już nie bardzo.
Dobrze, przejdźmy do tego, co lubimy
najbardziej, czyli do smaków:)
U mnie na pierwszy ogień poszła
warszawska Dobra Buła. Jakoś
chwilę po 13, kiedy kolejki do tego samochodu jeszcze nie było
(właściwie to byłem chyba ich pierwszym klientem – skusiłem
los, gdyż potem było to prawdopodobnie najbardziej oblegane miejsce;))
podszedłem i zamówiłem serburgera (20 zł). Klasycznie. Oprócz dobrej
jakości mięsa (rasa red Angus) były jeszcze standardowe warzywka i
sos BBQ. Pyszny sos BBQ. Przyjemnie słodkawy, wyśmienity!
Pierwszym
moim odkryciem było to, że poczciwy korniszon idealnie pasuje do
burgerów (kiedyś myślałem, że może to być tylko ogórek
kiszony;)). Drugim było mięsko – aromatyczne, soczyste i
wysmażone tak jak chciałem (średnio). Trzecie odkrycie to wielkość
burgera. W porównaniu do konkurencji, nikt nie mógł się
z Dobra Bułą równać.
Pysznie, dużo i jeszcze raz smacznie! Przy najbliższej okazji odwiedzę Bułę ponownie.
z Dobra Bułą równać.
Pysznie, dużo i jeszcze raz smacznie! Przy najbliższej okazji odwiedzę Bułę ponownie.
Jako
drugi, swój posiłek odebrał K. Oddajmy mu więc głos:
Na
pierwszy ogień poszła kanapka z Bobby Burger i niestety nie był to
zbyt trafiony strzał. Zachęcony wspomnieniami z wycieczki do
stolicy sprzed kilku miesięcy (wtedy nie jadłem
w Bobby’m, przechodziliśmy tylko obok) chciałem spróbować, co Bobby ma do zaoferowania. Za bodajże 12 zł zjadłem cheeseburgera. Całkiem smacznego, ale bardzo skromnego zarówno
w składniki, jak i rozmiar. Zapakowana w papier bułka wielkością nie odbiegała wiele od tego, co serwuje nam największa sieciówka spod szyldu żółtego M. Zawiodłem się i to bardzo. Lubię zapłacić nawet więcej, ale mieć w dłoni coś konkretnego. Tu pozostał raczej niesmak.
w Bobby’m, przechodziliśmy tylko obok) chciałem spróbować, co Bobby ma do zaoferowania. Za bodajże 12 zł zjadłem cheeseburgera. Całkiem smacznego, ale bardzo skromnego zarówno
w składniki, jak i rozmiar. Zapakowana w papier bułka wielkością nie odbiegała wiele od tego, co serwuje nam największa sieciówka spod szyldu żółtego M. Zawiodłem się i to bardzo. Lubię zapłacić nawet więcej, ale mieć w dłoni coś konkretnego. Tu pozostał raczej niesmak.
A. odwiedziła w
tym czasie samochód Tommy Burger,
zamawiając burgera z jalapeno (14 zł). Wbrew pozorom nie był wcale ostry.
Nie był tez niestety najlepszy, w dużej mierze z powodu suchego
mięsa. Można wysmażyć wołowinę bardziej, ale zachować jej
soczystość. W tym wypadku tak się jednak nie stało. Szkoda. A.
kończyła już swojego burgera, kiedy do niej dotarłem, więc rzutem na taśmę spróbowałem specjału od Tommy'ego. Mięsko
jeszcze było, także pozostaje mi się z tą opinią zgodzić.

Odpocznijmy
chwilkę od burgerów i zobaczmy, co do powiedzenia ma K. jeśli
idzie o kiełbaski
z Wurst Kiosku:
z Wurst Kiosku:
Bardzo
byłem ciekawy Wurst Kiosku. Kilka interesujących pozycji do wyboru,
a ja skusiłem się na currywursta. Kiełbaskę podana na tacce, z
keczupem, obsypana sporą ilością przypraw. Była smaczna i
pozytywnie mnie zaskoczyła, reprezentując to „polsko -
niemieckie” przedsięwzięcie. Fajna rzecz na przekąskę, szkoda,
że tylko na przekąskę - jedna porcja 11 zł.
Mógłbym jeść i
jeść - dobrze i niedobrze jednocześnie;).
Następnie
szukaliśmy kawy dla naszej kawoszki – A. Niestety, w miejscu które
sobie upatrzyliśmy, zepsuł się ekspress. I chyba dobrze się
stało, gdyż w Smaku Andów wzięliśmy sok z gravioli (5 zł). Od razu
napiszę – sok przepyszny! Ten smak.... ach... zastanawiamy się nad
kupieniem kilku woreczków tego specjału, także smak tajemniczego/tajemniczej gravioli popieści
jeszcze nasze podniebienia.
Do soczku skosztowaliśmy też patacones
– niewielkich smażonych placuszków z zielonych bananów
posypanych serem i polanych salsą (8 zł). Dla mnie - dobre, dla A. - bardzo
dobre. Na pewno coś innego.
Mróz
dawał popalić, dlatego pokręciliśmy się trochę, po czym
podjęliśmy decyzję o zamówieniu ostatniego tego dnia, w tym
miejscu posiłku. Co to było? No jasne, że burgery;)
K.
wrócił do miejsca, które ja odwiedziłem na samym początku, czyli
do Dobrej Buły:
Nienasycony małym burgerkiem i kiełbaską chciałem czegoś więcej -
porządnego burgera. Jul wcześniej zamówił kanapkę z Dobrej Buły,
więc skusiłem się i ja. Za 22 zł wybrałem hamburgera
z niebieskim serem i mango. Na minus wymienić należy owoce, które stanowiły główny atut tego burgera a były... mega zimne (można je było osobno zgrillować, a nie kłaść na mięso…).
z niebieskim serem i mango. Na minus wymienić należy owoce, które stanowiły główny atut tego burgera a były... mega zimne (można je było osobno zgrillować, a nie kłaść na mięso…).
Niezbyt smakowała
mi bułka, ale i tak warto nadmienić, że była to dobra prawdziwa
buła, a nie gąbka z hipermarketu. Poza tym wszystko na plus. Mięso
super wysmażone - tak, jak chciałem, czyli słabo/średnio.
Na
hamburgera czekałem jakieś 45 minut co skutecznie odczułem po
stopach dzięki uprzejmości matki natury, ale nie żałuję.
Ja grzecznie stanąłem w kolejce do Cheeseburger Slow Food – miejsca, w którym razu pewnego jadłem jednego z najlepszych w życiu burgerów (http://nienajedzeni.blogspot.com/2013/07/burgertrip-2-ostatni-akt.html) - i zamówiłem cheeseburgera (16 zł). Tym razem wszystko było przygotowywane
w food trucku (CHSF stracił swój lokal z powodu zburzenia budynku w którym się mieścił, przy ul. Przeskok w Warszawie) i – niestety – znacznie straciło na gramaturze. Zapamiętałem tę markę ze względu na ich wielkie burgery - które zmalały - ale też z uwagi na wysokiej jakości mięso. To się nie zmieniło! Wołowinka była soczysta, smaczna, może trochę za bardzo wysmażona. Dodatki świeże, wszystko idealnie do siebie pasowało (do wyboru dwa rodzaje sera, ja wziąłem cheddara). Całość
z delikatnym posmakiem curry. Burger najbardziej zasmakował jednak A., która pomogła mi go zjeść. Ze smakiem:)
Ja grzecznie stanąłem w kolejce do Cheeseburger Slow Food – miejsca, w którym razu pewnego jadłem jednego z najlepszych w życiu burgerów (http://nienajedzeni.blogspot.com/2013/07/burgertrip-2-ostatni-akt.html) - i zamówiłem cheeseburgera (16 zł). Tym razem wszystko było przygotowywane
w food trucku (CHSF stracił swój lokal z powodu zburzenia budynku w którym się mieścił, przy ul. Przeskok w Warszawie) i – niestety – znacznie straciło na gramaturze. Zapamiętałem tę markę ze względu na ich wielkie burgery - które zmalały - ale też z uwagi na wysokiej jakości mięso. To się nie zmieniło! Wołowinka była soczysta, smaczna, może trochę za bardzo wysmażona. Dodatki świeże, wszystko idealnie do siebie pasowało (do wyboru dwa rodzaje sera, ja wziąłem cheddara). Całość
z delikatnym posmakiem curry. Burger najbardziej zasmakował jednak A., która pomogła mi go zjeść. Ze smakiem:)
I to tyle z centrum ulicznego jedzenia w Łodzi.
Wnioski:
więcej tego typu imprez! Dowiedziałem się, że są plany, aby
kolejną edycje przeprowadzić już na wiosnę – jesteśmy jak
najbardziej za!
Uliczne jedzenie to świetna sprawa!
K:
Fajna impreza i fajnie, że w Łodzi. Szkoda, że niezbyt przemyślana organizacyjnie. Oby następnym razem było lepiej i w lepszej porze
roku:)
Czekamy
zatem na wiosnę!
Smacznego!
A,
Jul i K
(nienajedzeni)
Jedliśmy i piliśmy w:
--------------------
DOBRA BUŁA
--------------------
------------------------
BOBBY BURGER
------------------------
-------------------------
TOMMY BURGER
-------------------------
----------------------
WURST KIOSK
----------------------
----------------------
SMAK ANDÓW
----------------------
-------------------------
CHEESEBURGER
SLOW FOOD
-------------------------
WURST KIOSK
----------------------
----------------------
SMAK ANDÓW
----------------------
-------------------------
CHEESEBURGER
SLOW FOOD
-------------------------
Ehh szkoda ze dotarłem dopiero o 16;/ Załapałem się tylko na ser+bekon w Bobbym i musiałem spadać do pracy. Powiem o nim to samo co i Wy napisaliście. Bobby to raczej nic specjalnego niestety :( Podobno II edycja w marcu (w radiu wczoraj słyszałem nawet o lutym :O).
OdpowiedzUsuńChciałem przetestować właśnie Bobbyego, CHEESEBURGER Slow food i Dobrą Bułe, teraz żałuje, że mając mało czasu poszedłem akurat właśnie do Bobbyego ;/
Fakt, Bobby nie zachwycił (chociaż osobiście planuję mu dać jeszcze szansę). Fajne w takim wydarzeniu jest to, że można próbować różnych smaków, w różnych miejscach i mieć potem porównanie. Przy okazji drugiej edycji (cieszę się niezmiernie, że takowa będzie mieć miejsce!) polecam jednak przyjść wcześniej. Na pewno się opłaci, bo to, co się działo właśnie koło 15 - 16 nie wyglądało najlepiej z perspektywy głodnej osoby;)
UsuńGramatura w Cheeseburger Slow Food wróci wraz z otwarciem nowego lokalu przy ul. Emilii Plater 36 w Warszawie już niebawem. Nie będzie to tylko burgerownia lecz amerykański diners gdzie dania będą prsygotowywane jak na Przeskok pod czujnym okiem wlascicieli z wyłącznie świeżych składników. :-)
OdpowiedzUsuńPo tej dobrej informacji, czekamy z niecierpliwością i zaostrzonym apetytem na nowy lokal Cheeseburger Slow Food:)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że następna edycja będzie bardziej przemyślana. Liczę na lepszą organizację. Jest duże zapotrzebowanie na takie festiwale :)
OdpowiedzUsuń